Strony

niedziela, kwiecień 12, 2009

Łubudubuntu

Już parę lat temu zacząłem swoją przygodę z Linuksem, jednak nie przekonał mnie on do siebie. Zacząłem od SuSE w wersji 9.2 a później zainteresowałem się Ubuntu bodajże 5.10 (było to 3 wydanie pod nazwą "Breezy Badger"). Instalator tej wersji nie zachwycał swoją użytecznością, no bo kogo zachwyciłaby grafika tekstowa z baaaaaardzo starych gier uruchamianych spod dosa, ale był jednak dobrze zrobiony. Wystarczyło kliknąć pare razy dalej i można było zapomnieć. Pakiety się zainstalowały i po kilku dłuższych chwilach mieliśmy już gotowy system. Ówczesna wersja ubuntu była ciekawą propozycją, ale wg mnie stała jeszcze baaaaaardzo daleko za SuSE, a przyzwyczajenie do prostoty i konkretnego układu systemu stawiało posiadanego windowsa xp jeszcze wyżej. Teraz aktualną wersją systemu jest wersja 8.10 "Intrepid Ibex"(lub polska mutacja "Intrygująca Iranka") a na dniach wychodzi wersja 9.04 "Jaunty Jackalope". Ubunty przyjęło za cel wydawanie nowej wersji systemu co 6 miesięcy. Jak na razie dotrzymują słowa.

Wracając do mojej przygody z Linuksem postanowiłem dzisiaj zainstalować Ubuntu i sprawdzić, czy jednak nowa wersja jest nowa i ulepszona, czy tylko to "chłyt" marketingowi. Dotychczasowe przygody z systemem nie przyniosły mi zadowolenia, lecz zawód, a nawet gorycz i złość. Swojego czasu nie posiadałem routera a dzielenie sygnały sieciowego nie było chwalone przez mojego dostawcę internetowego, wiec w komputerze miałem 2 karty sieciowe. I tutaj pojawił się problem. Ubuntu zainstalowało się, ale wymagało wskazania gdzie jest internet. Chciałem podzielić sygnał internetu na drugi komputer. Zacząłem postępować podobnie jak w opneSuSE pod którym było to banalnie proste. Zainstalowałem pakiet odpowiedzialny za serwer dhcp i dns, jakąś nakładkę graficzną na iptables. Po restarcie systemu włączyłem konfigurację serwera dhcp i zostałem poproszony i wskazanie interfejsu, na którym ma działać serwer. Okazało się to niemożliwe. Ubuntu wyrzucił oba interfejsy i nie chciał ich znów dodać. Każdy by się zdziwił i lekko zezłościł wobec wszelakiej reklamy tej dystrybucji, że jest banalna. Ale nie poddałem się, po paru dniach przeinstalowałem go i zgadnijcie... tak, znów to samo. Porzuciłem Ubuntu na długi okres.
Dzisiaj jednak ściągnąłem i zainstalowałem najpierw w virtualbox'ie. Ładny instalator, bardzo bezbolesne partycjonowanie.
No to jedziemy.
SuSE poleciał, dysk podzielony, dane użytkownika wprowadzone. Kolejne dalej mnie miło zaskoczyło, instalator wykrył, że posiadam Vistę na dysku, wykrył użytkowników i spytał, czy chcę zaimportować dokumenty, zdjęcia, muzykę i firefoksa (aczkolwiek ostatni punkt migracji nie powiódł się). Dosyć niespotykane, wszystkie dystrybucje szumnie wskazują na siebie, że są doskonałe w migracji z Windowsa na Linuksa ale jednak nie posiadały żadnego narzędzia do tego. Instalacja szybko się sfinalizowała, aktualizację się dociągnęły i już ładnie przede mną prezentował się pulpit. O, coś takiego:

Bardzo przyjemnie się prezentuje. Bardzo fajnie skomponowany. Udało mi się skonfigurować compiza i gajim'a. Miałem na początku problemy z transportem gg. Na openSuSE też miałem takie problemy. Rozłączało mnie ciągle. Rozwiązaniem okazało się dodanie do listy kontaktów jakiegoś numeru. Tada działa :)

Wszystkim gorąco polecam zabawę z Linuksem, a zwłaszcza z Ubuntu. Przejdźcie od razu na jabbera :)

No i Wesołych Świąt wszystkim, a jutro mokrego :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz